wtorek, 15 listopada 2011

kolejny poczatek

Znalzalam nowa prace. Odkad jestem w Nowym Jorku to moja chyba 5. Jeszcze nie wiem czy w niej zostane bo jestem dzisiaj drugi dzien na tzw. "probie" i nie wiem czy mi sie tez spodoba. Choc szczerze mowiac nie bede wybredna, bo chyba za bardzo jestem, stad te ciagle zmiany prac...Tym razem bede "ogarniaczka" domu;) tzn mam ogarniac to czego koreanska pani domu na Manhattanie nie jest w stanie, mimo ze jest w nim caly dzien:) po ostatniej pracy w amerykanskiej korporacji to duza odmiana. Z jednej strony czuje frustracje bo socjolog po Jagiellonskim musi poczkeac troszke z realizacja swoich glebokich pragnien, ktore (kiedy nachodzi mnie chandra) mam watpliwosci czy w ogole sa sensowne do realizacji. Z drugiej strony czuje podekscytowanie bo praca za komputerem 8 godzin dziennie mnie meczyla i nudzila, a tu bede caly czas w ruchu, doszlifuje moje umiejetnosci domowe, ktore zawsze sie przydadza;) poducze sie gotowania, poznam koreanskie potrawy, inna kulture, i zarobie w koncu przyzwoite pieniadze. Czuje ze robie sie praktyczna(?) moze to i dobrze z moja sklonnoscia do fantazjowania i filozofowania;) czasem bujam w chmurach tak ze ciezko mi zejsc pozniej na ziemie i zajac sie tym czym mam sie zajac. Zostawiam moja wrazliwa nature(tymczasowo) poranna mate...tzn joge na macie i medytacje. Poki co skupiam sie na celu ktorym jest lot do Polski na Swieta Bozego Narodzenia. A to juz niedlugo. Zakasuje rekawy i biore sie do pracy zeby pozniej moc spokojnie odpoczywac...Czy mozna przezyc w Ameryce z wrazliwa i sklonna do sentymentow natura?hmm

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz