piątek, 11 listopada 2011
wstepnik
No i zaczelo sie! Rok jesli nie wiecej zeszlo mi od odkrycia we mnie checi do pisania do faktycznego stanu rzeczy. No ale tak to bywa czasem(ze mna). Mnostwo pomyslow w glowie, kotlujacych sie jak makaron na gazie, ktore czekaj tylke zeby je w koncu napoczac i zaczac cos z nimi robic. A moze to prokrastynacja. to dziwne slowo a takie glebokie ma znaczenie. Ze niby odkladam zawsze na potem. Hmm ale jak tu nie odkladac skoro tyle jest do zrobienia a czasu ciagle malo. A pomyslow nie ubywa, no bo niby jak? Te ktore sa a nie zdaze zrealizowac, odkladane sa na polke a nowych wcale nie ubywa. No, blog w koncu sie zaczal. Prokrastynacja to troche wymowka. Ona musi z czegos wynikac. No wlasnie...Hmm....pisiu, pisiu, pisac mozna i mozna, slow tysiace sie pcha na ekran, ale zeby je ulozyc w konkrtena calosc zeby pisac z sensem. ale z sensem dla kogo? dla innych ?dla siebie? po cos? po nic? no wlasnie! ba! to sa pytania! Blog byl odkladany na potem, troche jakbym odkladala siebie do okreslenia o co mi chodzi, na potem. Bo mam czas, bo zdaze. No wlasnie. Zdaze ale kazdy jeden dzien bez braku sensu w tym co sie robi, co ja robie to jakby zmarnowany kolejny dzien. I w koncu odwazylam sie. zaczynam sklecac slowa, moje wlasne, ze srodka, dla nikogo, po nic, poprostu.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz